Portal prowadzi Kancelaria
Babiaczyk Skrocki i Wspólnicy

Zjeść ciastko i mieć ciasto, czyli podwójne licencjonowanie

Nowe Technologie 01.08.2016

Wybierając licencję dla swojego oprogramowania, nie trzeba wcale ograniczać się do jednego modelu (licencji otwartej typu open source lub zamkniętej – własnościowej). Podwójne licencjonowanie (tzw. dual licensing), dozwolone z prawnego punktu widzenia, pozwala na połączenie licencji open source z licencją własnościową, co daje korzyści biznesowe i szersze możliwości wykorzystania zalet obydwu typów licencji.

 

Zalety open source

Licencje typu open source mogą mieć sporo zalet dla producentów oprogramowania. Udzielenie takiej licencji w ramach podwójnego licencjonowania pozwala na przykład na udostępnienie podstawowej wersji programu czy aplikacji w modelu open source, przy jednoczesnym rozpowszechnianiu płatnej, bogatszej wersji posiadającej dodatkowe funkcje w modelu własnościowym. Taki model licencjonowania daje możliwość zdobycia szerszego grona klientów, niekoniecznie zainteresowanych ponoszeniem kosztów, lecz takich, których satysfakcjonują podstawowe funkcje oprogramowania. Poza tym, użytkownicy modyfikując kod, znajdują w nim i na bieżąco naprawiają ewentualne błędy. Programy można również udostępniać za darmo, oferując przy tym płatne usługi, takie jak wsparcie i konsultacje, by w ten pośredni sposób na nich zarabiać.  

 

Klauzula copyleft

Zalety licencji open source są oczywiste, szczególnie gdy celem jej zawarcia jest pozyskanie oprogramowania, by móc modyfikować i rozwijać jego kod we własnych celach. Czasami jednak, gdy licencjodawca zostawia wybór, lepiej zdecydować się na licencję własnościową, gdyż część licencji open source obarczona jest tzw. klauzulą copyleft. Nazwa powstała w opozycji do copyright (z angielskiego: prawa autorskie). Klauzula copyleft oznacza, że wszelkie modyfikacje utworów pierwotnych dokonywane przez kolejnych użytkowników, rozpowszechniane mogą być wyłącznie przy użyciu takich samych warunków licencji, na jakiej były rozpowszechniane utwory pierwotne. Przede wszystkim wiąże się to z tym, że komercyjne zastosowanie kodu w zasadzie traci sens, gdy zamknięta jest możliwość dalszego udostępnianie programu na licencji własnościowej.

Klauzulę copyleft zawiera przede wszystkim popularna GNU (General Public License), najbardziej pod tym względem restrykcyjna. Organizacje rozwijające GNU tłumaczą to możliwością uniknięcia sytuacji, w której ktoś zastrzega nagle dostęp do kodu źródłowego programu, który został stworzony i rozpowszechniony w modelu open source przez kogoś zupełnie innego. Copyleft chroni więc prawa wszystkich kolejnych użytkowników, którzy modyfikowali oprogramowanie. Oczywiście istnieją również licencje open source pozbawione klauzuli copyleft, co pozwala na rozpowszechnianie modyfikowanego oprogramowania na innych zasadach.

 

Otwarcie licencji to otwarcie na nowe możliwości

Z punktu widzenia licencjodawcy, który pierwotnie udostępnia program w ramach licencji własnościowej często wartym rozważenia rozwiązaniem jest przejście na licencję typu open source, gdy zmienia się model biznesowy i priorytetem staje się penetracja rynku. Ma to znaczenie strategiczne i marketingowe, a wciąż pozwala zarabiać na usługach dodatkowych związanych z programem. Trzeba pamiętać, że przejście z licencji zamkniętej na otwartą musi być zgodne ze wszystkimi postanowieniami umowy licencyjnej tak, aby uniknąć ewentualnych roszczeń ze strony dotychczasowych licencjobiorców.

 

Podsumowanie

Wybór licencji zależy w dużej mierze od przyjętego modelu biznesowego i to on determinuje, jaki rodzaj będzie najbardziej opłacalny przy odpowiednio sformułowanych celach. Zarówno z punktu widzenia licencjodawcy, jak i licencjobiorcy należy dobrze zastanowić się, czy licencja, w ramach której chcemy udostępniać program, pozwoli zrealizować zamierzone cele. W wielu sytuacjach, korzystniejszy okaże się wybór licencji własnościowej zamiast licencji typu open source. Czasami połączenie dwóch typów licencji może okazać się korzystniejsze niż ograniczenie tylko do jednego i warto o tym pamiętać.

 

Marta Błotny
Konsultant prawny w kancelarii BSiW